Wiadomość została rozesłana w piątek, 31 lipca, przed godziną 8 rano. Jej treść była krótka:
„MSWiA: Bądź przygotowany. Pobierz: poradnikbezpieczenstwa.gov.pl”.
Alert miał charakter ogólnopolski. Trafił do użytkowników telefonów komórkowych znajdujących się na terenie całego kraju. Nie informował o nowym, konkretnym zagrożeniu, ale zachęcał obywateli do zapoznania się z zasadami postępowania w sytuacjach kryzysowych.
Polacy kliknęli w link. Strona przestała odpowiadać
Krótko po wysłaniu milionów wiadomości w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się relacje użytkowników, którzy nie mogli otworzyć wskazanego adresu. Część osób widziała komunikat o niedostępności strony, inni zgłaszali bardzo długie ładowanie witryny.
Problemy potwierdziły między innymi Radio ZET, Onet oraz Polsat News. Polsat zwrócił także uwagę na wzrost liczby zgłoszeń dotyczących rządowej witryny w serwisach monitorujących awarie usług internetowych.
Ministerstwo Cyfryzacji przekazało Polskiej Agencji Prasowej, że problemy miały charakter przejściowy i były związane z wyjątkowo dużym zainteresowaniem.
– To przejściowe problemy, związane z dużą liczbą wejść na strony, bez żadnych problemów technicznych – wyjaśnił dyrektor biura komunikacji Ministerstwa Cyfryzacji Marek Gieorgica.
Wyjaśnienie wywołało jednak kolejne pytania. Internauci wskazywali, że masowego zainteresowania należało się spodziewać, skoro link został jednocześnie przesłany do odbiorców w całym kraju. Krytykowano fakt, że infrastruktura strony poświęconej bezpieczeństwu nie była przygotowana na gwałtowny wzrost ruchu wywołany działaniem samej administracji.
Alert dzień po rosyjskim pocisku na Lubelszczyźnie
Termin wysłania wiadomości nie był przypadkowy. Dzień wcześniej, w czwartek 30 lipca, doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. W rejonie miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie spadł rosyjski pocisk manewrujący.
Według informacji przekazywanych przez media obiekt został wykryty około godziny 3.40. Po kilku minutach zniknął z radarów, a jego szczątki odnaleziono na polu. W Lublinie i na terenie części województwa lubelskiego oraz podkarpackiego uruchomiono syreny alarmowe.
Wydarzenie wywołało dyskusję dotyczącą sposobu informowania ludności. Wielu mieszkańców relacjonowało, że obudził ich dźwięk syren, ale nie wiedzieli, co dokładnie się dzieje, jakiego rodzaju zagrożenie wystąpiło i jak powinni się zachować.
Nie otrzymali także wiadomości SMS z Alertem RCB ani komunikatu informującego, że niebezpieczeństwo minęło.
RCB: syreny były najszybszym sposobem ostrzegania
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa tłumaczyło, że w sytuacji wymagającej natychmiastowej reakcji syreny pozostawały najszybszym i najbardziej bezpośrednim sposobem ostrzeżenia mieszkańców.
System alarmowy uruchomiono na terenie 17 powiatów po otrzymaniu informacji z Centrum Operacji Powietrznych. RCB wskazywało, że czas na reakcję był wyjątkowo krótki i wynosił około 13 minut.
Według Centrum wszystkie procedury miały zadziałać prawidłowo i zgodnie z obowiązującymi schematami operacyjnymi. Informacje o zagrożeniu były równocześnie przekazywane mediom.
Takie wyjaśnienie nie zakończyło jednak dyskusji. Krytycy wskazywali, że dźwięk syreny informuje jedynie o wystąpieniu zagrożenia, ale nie przekazuje mieszkańcom jego rodzaju, zasięgu ani dokładnych zaleceń.
Rząd zapowiada poprawę komunikacji
Po incydencie przedstawiciele władz przyznali, że sposób komunikowania się z obywatelami wymaga poprawy. Premier Donald Tusk zapowiedział działania, które mają sprawić, że mieszkańcy po usłyszeniu syren otrzymają również jasną informację o rodzaju zagrożenia oraz o tym, kiedy sytuacja wróciła do normy.
Wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha mówił w Polsat News, że jednym z podstawowych narzędzi w podobnych sytuacjach powinny być wiadomości wysyłane przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.
Piątkowy alert z linkiem do poradnika był więc odbierany również jako reakcja na krytykę dotyczącą braku wiadomości SMS podczas rzeczywistego zagrożenia.
Paradoksalnie jednak, kiedy informacja została rozesłana do całego kraju, okazało się, że część odbiorców nie może skorzystać z udostępnionego materiału z powodu przeciążenia strony.
Co zawiera „Poradnik bezpieczeństwa”?
Dokument został przygotowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, Ministerstwo Obrony Narodowej oraz Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Przy jego opracowywaniu miało pracować blisko 60 ekspertów reprezentujących różne dziedziny.
Poradnik zawiera podstawowe informacje dotyczące reagowania podczas sytuacji kryzysowych, konfliktu zbrojnego, katastrof naturalnych oraz awarii infrastruktury.
Opisano w nim między innymi:
– znaczenie sygnałów alarmowych i komunikatów ostrzegawczych,
– zasady zachowania po ogłoszeniu alarmu,
– sposób przygotowania do ewakuacji,
– wyposażenie plecaka ewakuacyjnego,
– postępowanie podczas przerw w dostawie energii elektrycznej,
– zasady szukania bezpiecznego schronienia,
– zachowanie podczas zagrożenia chemicznego, biologicznego i radiacyjnego,
– postępowanie w przypadku ataku z powietrza,
– zabezpieczenie dokumentów, leków, żywności i wody.
Dokument ma pomagać obywatelom w przygotowaniu się nie tylko do zdarzeń związanych z wojną, ale również do powodzi, pożarów, długotrwałych blackoutów czy awarii sieci telekomunikacyjnej.
Jak brzmią sygnały alarmowe?
Jednym z najważniejszych elementów poradnika jest wyjaśnienie znaczenia syren alarmowych.
Ogłoszenie alarmu sygnalizowane jest modulowanym dźwiękiem syreny trwającym trzy minuty. Oznacza on wystąpienie zagrożenia i konieczność śledzenia oficjalnych komunikatów oraz wykonywania poleceń służb.
Odwołanie alarmu przekazywane jest za pomocą ciągłego, jednostajnego dźwięku syreny, również trwającego trzy minuty.
Po usłyszeniu alarmu mieszkańcy powinni w pierwszej kolejności zachować spokój, wejść do budynku lub bezpiecznego miejsca, zamknąć okna i drzwi, włączyć radio, telewizję albo sprawdzić komunikaty służb w internecie. Należy także przygotować się do ewentualnej ewakuacji.
Problem polega na tym, że sam dźwięk nie informuje, czy zagrożeniem jest nalot, skażenie, pożar, katastrofa naturalna czy innego rodzaju zdarzenie. Dlatego tak istotne jest równoczesne przekazywanie szczegółowych komunikatów przez SMS, media, aplikacje oraz lokalne systemy ostrzegania.
Plecak ewakuacyjny. Co powinno się w nim znaleźć?
Poradnik zachęca również do wcześniejszego przygotowania podstawowego wyposażenia, które można szybko zabrać w przypadku konieczności opuszczenia domu.
W plecaku ewakuacyjnym powinny znaleźć się przede wszystkim:
– woda i żywność z długim terminem przydatności,
– apteczka oraz regularnie przyjmowane leki,
– dokumenty lub ich kopie,
– gotówka w niewielkich nominałach,
– latarka i zapasowe baterie,
– radio na baterie,
– telefon, ładowarka i powerbank,
– środki higieniczne,
– ubranie na zmianę i odzież przeciwdeszczowa,
– podstawowe narzędzia,
– informacje kontaktowe do członków rodziny.
Władze zalecają również ustalenie z bliskimi miejsca spotkania na wypadek utraty łączności oraz zapisanie najważniejszych numerów telefonów na kartce, ponieważ dostęp do danych zapisanych w telefonie może być niemożliwy po rozładowaniu urządzenia.
Eksperci: polski system ostrzegania wymaga modernizacji
Incydent na Lubelszczyźnie ponownie wywołał dyskusję o skuteczności polskiego systemu alarmowania. Eksperci zwracają uwagę, że tradycyjne syreny były projektowane w czasach, gdy zagrożenia powietrzne rozwijały się znacznie wolniej.
Współczesne pociski manewrujące i drony mogą przemieszczać się bardzo szybko, a czas od wykrycia zagrożenia do uderzenia bywa liczony w minutach. Samo uruchomienie syren nie wystarcza więc do przekazania mieszkańcom precyzyjnych instrukcji.
Mariusz Marszałkowski z Defence24 ocenił na antenie Polsat News, że obecny system ma charakter archaiczny i nie wykorzystuje wszystkich dostępnych możliwości. Zwrócił uwagę między innymi na brak powszechnego systemu przekazywania komunikatów głosowych oraz aplikacji ostrzegającej o konkretnych zagrożeniach.
Cell Broadcast zamiast zwykłych SMS-ów?
W debacie powrócił również temat wdrożenia systemu Cell Broadcast. Rozwiązanie to funkcjonuje już w wielu państwach europejskich, między innymi w Niemczech, Francji, Hiszpanii, Rumunii, Danii i Wielkiej Brytanii.
Cell Broadcast nie działa jak tradycyjny SMS wysyłany oddzielnie do każdego numeru. Komunikat jest nadawany jednocześnie do wszystkich telefonów znajdujących się w zasięgu określonych stacji bazowych.
Telefon może wtedy automatycznie wyemitować głośny, charakterystyczny sygnał, nawet gdy urządzenie jest wyciszone. Powiadomienie jest wyraźnie oddzielone od zwykłych wiadomości i nie wymaga wcześniejszej rejestracji ani instalowania dodatkowej aplikacji.
Według ekspertów przewagą tego rozwiązania jest szybkość i możliwość bardzo dokładnego ograniczenia komunikatu do określonego obszaru. W przypadku tradycyjnych SMS-ów rozsyłanych masowo dostarczenie wszystkich wiadomości może trwać dłużej.
Alert bezpieczeństwa czy kampania informacyjna?
Piątkowa wiadomość różniła się od typowych Alertów RCB. System był dotychczas kojarzony przede wszystkim z ostrzeżeniami dotyczącymi bezpośredniego zagrożenia dla życia lub zdrowia – na przykład gwałtownych burz, powodzi, skażenia powietrza, dużych pożarów albo działań służb.
Tym razem SMS miał charakter edukacyjny i promował rządowy poradnik. To wywołało pytania o sposób wykorzystywania systemu.
Zgodnie z informacjami RCB Alert jest narzędziem kierowanym do osób znajdujących się na obszarze potencjalnego zagrożenia. Odbiorcy nie muszą zapisywać się do usługi – operatorzy przekazują wiadomość wszystkim użytkownikom przebywającym na wskazanym terenie. RCB podkreśla, że komunikaty powinny być wydawane w wyjątkowych sytuacjach mogących realnie zagrażać zdrowiu lub życiu.
Wysłanie ogólnopolskiej wiadomości promującej poradnik pokazuje jednak, że system może być wykorzystywany także do działań prewencyjnych i edukacyjnych.
Państwo musi nie tylko ostrzegać, ale również wyjaśniać
Sprawa porannego alertu pokazała dwa problemy. Pierwszym jest niedostateczna komunikacja podczas rzeczywistego zagrożenia, kiedy mieszkańcy słyszą syreny, ale nie wiedzą, czego dotyczą. Drugim – brak odpowiedniego przygotowania infrastruktury informatycznej do masowego zainteresowania wywołanego ogólnopolską wiadomością.
Sam poradnik zawiera wiele praktycznych informacji i może pomóc mieszkańcom odpowiednio przygotować się na sytuacje kryzysowe. Jego skuteczność zależy jednak od tego, czy obywatele będą mogli szybko i bez przeszkód uzyskać do niego dostęp.
W sytuacji zagrożenia państwo powinno nie tylko uruchomić alarm, ale również jasno wyjaśnić, co się wydarzyło, jakiego obszaru dotyczy niebezpieczeństwo, co mają zrobić mieszkańcy i kiedy zagrożenie zostało odwołane.
Piątkowy alert miał zachęcić Polaków, aby byli przygotowani. Awaria lub przeciążenie wskazanej strony pokazały jednak, że do sytuacji kryzysowych przygotowane muszą być również państwowe systemy informacyjne.


Napisz komentarz
Komentarze